środa, 10 grudnia 2008

Pieniądz, banki i FED
czyli czas na małą lekcję ekonomii

Zebrana w jednym miejscu seria kilku odcinków autorstwa Instytutu Misesa w Alabamie, znanego libertariańskiego think tanku. Instytut Misesa jest czołowym propagatorem tzw. szkoły austriackiej w ekonomii. Poniższa seria była dostępna w internecie od lat (w 4 odcinkach), a ostatnio doczekała się także polskiej wersji językowej (tu kredyt dla {goldbug}-a i {KFI}). Odpadł więc ostatni pretekst aby tego ważnego materiału nie znać... Knowledge is power. W inwestowaniu natomiast szczególnie przydatne okazuje się motto pokrewne: Get more knowledge or getout... ;-)

A zatem kubek kawy w dłoń, ewentualnie odpalić cygaro, i zapraszamy...

Pieniądz, banki i FED
anatomia przekrętu

[Money, Banking and the Federal Reserve]

Jak doszło do kryzysu?

Jak z niego wyjść?


Rys historyczny źródeł i metodyczna prezentacja współczesnego systemu finansowego świata, z punktu widzenia szkoły austriackiej.

Objaśnienie punkt po punkcie dlaczego system ten jest prawnie zalegalizowaną mistyfikacją na gigantyczną skalę. Na czym polega generowanie papierowego pieniądza z powietrza?

Jaka jest różnica między pieniądzem a kredytem? W czyim interesie leży utrzymywanie systemu “fiat money” a kto pociąga za krótszy sznurek?

Czym kończy się kredytowy boom? Dlaczego obecny kryzys systemu był nieunikniony?

Dlaczego link do jedynego prawdziwego pieniądza
– złota – powróci prędzej czy później?

teraz w wersji polskiej

Film dla każdego kto chce zrozumieć genezę obecnego kryzysu finansowego i jak z niego wyjść.

wersja polska: goldbug & KFI



9:57

9:57


9:55


9:55


2:28

"cynik9"

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Giną setki miliardów dolarów!


Gdzie? W tajemniczym programie TARP.

Plan Paulsona zmienił nazwę na TARP, czyli Troubled Asset Relief Program. Teoretycznie setki miliardów dolarów miały być przeznaczone na ratunek bankom po to, aby nie zawalił się system finansowy USA, a w ślad za nim i całego rozwiniętego gospodarczo świata. Praktyka okazała się bardziej skomplikowana. 

Program od początku wzbudza wiele kontrowersji i zachęca do zadawania pytań w rodzaju: czy w ogóle zakrojony na tak szeroką skalę interwencjonizm państwowy ma rację bytuCzy nie zdrowiej dla rynku byłoby pozwolenie na upadek nieefektywnych instytucji, co sugeruje na przykład Jim Rogers? Rodzi on przy okazji coraz to nowe dylematy. Właśnie trwa spór z koncernami samochodowymi, które proszą w Kongresie o ponad 30 mld dolarów. Tym razem hojność amerykańskich parlamentarzystów wyciągających pieniądze
 z kieszeni podatnika nagle wyparowała jak zyski funduszy inwestycyjnych w 2008 roku i została zastąpiona chłodnym rachunkiem ekonomicznym. Eksperci słusznie wskazują, że za parę miesięcy koncerny z Detroit przegwiżdżą te miliardy i znowu zwrócą się o dotacje. Podobnych dylematów nie ma w przypadku kilkadziesiąt razy większego planu TARP

Tymczasem wtorkowy New York Times donosi, że audytorzy rządowi wskazują na brak kontroli nad środkami z programu. Pierwotnie miały one zostać wydane na zapewnienie większej płynności na rynku kredytowym, szczególnie w zagrożonym segmencie hipotecznym. Okazuje się jednak, że audytorzy rozkładają bezradnie ręce i twierdzą, że nie posiadają wystarczającej kadry oraz środków technicznych do monitorowania poczynań banków, które otrzymały pomoc. Wrażenie chaosu pogłębia wymiana administracji rządowej. W końcu Paulson odchodzi ze stanowiska za niecałe dwa miesiące.

Przypomnijmy, że do największych beneficjentów TARP w postaci pakietów po 25 mld dolarównależą takie instytucje finansowe jak CitigroupGoldman Sachs (zdaje się, że Buffett dobrze wiedział czemu kupuje te akcje) czy Bank of America. Co paradoksalne, nieoficjalnie Departament Skarbu tym razem uważa, że banki same wiedzą lepiej na co przeznaczyć środki i nie musi kontrolować na co dokładnie idą pieniądze. Mówi się o siłach wolnego rynku oraz mechanizmach samoregulacyjnych. Takie postępowanie wzbudza coraz większe wzburzenie i rozgoryczenie wśród przeciętnych Amerykanów, którzy tak naprawdę z przymusu dotują bankierów. Tym bardziej, że w trakcie trwającej recesji wielu z nich traci pracę i źródło dochodów, a dla nich nie wymyślono żadnego solidnego „bailoutu” (najmodniejsze słowo sezonu) poza dość ułomnym TALFem (Term Asset-Backed Securities Loan Facility) – swoją drogą kto wymyśla te absurdalnie napuszone nazwy? 

Ze swojej natury rządy zawsze nieefektywnie gospodarują pieniędzmi, a teraz, gdy sprawa dotyczysetek miliardów dolarów beztroska regulatorów budzi grozę. Administracja amerykańska upiera się, że nie istnieje żadna alternatywa. Trzeba po prostu dać bankierom te pieniądze i nie zadawać za wiele pytań. Teraz zastanawiamy się jak podejdzie do tego zagadnienia ekipa Obamy. Czy uporządkuje bałagan i sprawdzi, gdzie konkretnie powędrowały miliardy dolarów, czy sprawa rozmyje się w biurokratycznej machinie? A co się stanie w przypadku jeśli banki znowu stracą kolejnemiliardy i poproszą o następne? Pokusa wydaje się dość spora. Szukając szybkich zysków pokrywających ich potężne straty mogą znowu zaryzykować bardziej niż powinny, skoro nawet jeśli zdefraudują następne miliardy istnieją spore szanse, że rząd ponownie wyciągnie pomocną dłoń z plikiem świeżo wydrukowanych banknotów. Z pewnością kluczowym momentem wydaje się publikacja raportów instytucji finansowych za IV kwartał oraz cały 2008 rok. Wtedy okaże się ile jeszcze trupów kryją przepastne szafy bankierów. Zima będzie gorąca.

Gotówka rządzi!


Zbieraj na nową hossę!

Jeszcze niedawno wielu ludzi było dumnych z akcji, które posiadają. Teraz patrzą na nie z obrzydzeniem, a w rozmowach towarzyskich unikają tematu giełdy i funduszy. Niektórzy już zobaczyli okazję do kupna całkiem niedawno, ale nawet tacy wybitni inwestorzy jak Warren Buffett, który kilka tygodni temu nabywał akcje General Electric czy Goldman Sachs są wciąż na sporym minusie. Cały czas sprawdza się maksyma „cash is the king in recession”, czyli gotówka jest królem w trakcie recesji.

Skąd wzięło się takie powiedzenie? Kiedy gospodarkę dopada kryzys i pogrąża się ona w recesji tanieje praktycznie wszystko: akcje, nieruchomości, surowce itd. – dokładnie taki scenariusz przerabiamy właśnie teraz. Zaawansowani inwestorzy potrafią skorzystać ze spadków grając na zniżkę czy to na giełdzie, czy też przy pomocy platformy foreksowej, ale zdecydowana większość nie korzysta z takich instrumentów, które pozwalają zarabiać także na spadkach.

W Polsce dochodzi ryzyko walutowe i stąd wygranymi są posiadacze dolarów czy euro -czasem bezwiednie, jak rodziny emigrantów zarobkowych. Teraz ciekawi nas czy sprawdzi się teoria o dość często pojawiającym się umocnieniem złotówki przed końcem roku (część osób uważa, że związane z dodatkowym napływem prywatnych środków).

W latach trzydziestych, w trakcie Wielkiego Kryzysu ludzie przestali ufać bankom i fizycznie zakopywali pieniądze w słoikach na podwórku czy chowali je do przysłowiowego materaca. Teraz przeżywamy podobny kryzys zaufania wobec instytucji bankowych i to w dodatku one sobie nie wierzą nawzajem. Wtedy podaż pieniądza dramatycznie załamała się tak jak obecnie. Jednak tym razem rządy oraz banki centralne na całym świecie prowadzą bardzo agresywną politykę dodruku pieniądza i obniżania stóp procentowych. Mimo tych olbrzymich wysiłków wciążoprocentowanie kredytów na rynku międzybankowym jest sporo wyższe od oficjalnych stóp. Jak z tego skorzystać?

Odpowiedź jest oczywista – przynajmniej za część środków zakładać lokaty. O ile nie stawiamy na jakąś kompletną katastrofę i załamanie się systemu finansowego (są zwolennicy takich katastroficznych wizji), mamy świetną okazję do wykorzystania anomalii rynkowych. Proszę się zastanowić. W tej chwili podstawowa stopa procentowa w Polsce wynosi 5,75%WIBOR (czyli oprocentowanie, po którym banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze) 6m czy roczny równy jest 6,61%, a tymczasem przeciętny Kowalski bez trudu znajdzie lokatę z oprocentowaniem 10%, a czasem nawet wyższym. Naprawdę takie sytuacje powinno się wykorzystywać. Tym bardziej, że eksperci oczekują, że RPP być może nawet już w grudniu obetnie stopy idąc śladem banków centralnych z całego świata.

W związku z nadchodzącym pogorszeniem sytuacji gospodarczej w Polsce zadłużeni powinni wziąć się w garść i w końcu zacząć spłacać swoje zobowiązania, bo gdy stracą posadę wszystko będzie znacznie bardziej skomplikowane niż teraz. Z pewnością ceny nieruchomości jeszcze będą spadać, więc osoby zamierzające je kupić mogą spokojnie czekać z gotówką na lokatach. Inaczej sprawa ma się z inwestorami, którzy wstrzymują się z wejściem na giełdę czy wahają się z zakupem jednostek funduszów inwestycyjnych. Tutaj rzeczywiście prognozowanie wydaje się trudne, ponieważ cały czas całkiem prawdopodobny jest ostry i szybki ruch korekcyjny. Zauważmy, że indeks WIG jest 60% niżej od swojego szczytu. Z tego powodu fala wzrostowa, nawet bez żadnych podstaw fundamentalnych może być bardzo lukratywna. Inną kwestią wydaje się jej trwałość – kryzys raczej powoli rozwija się i jego skutki dopiero uderzą z niszczycielską siłą, ale na razie nie ma co się tym martwić. Raczej powinniśmy szukać okazji do podłączenia się do rajdu świętego Mikołaja. Jeśli natomiast sanki nie będą chciały mu jechać z powodu braku śniegu, zaczniemy myśleć o efekcie stycznia. Jak widać, zawsze znajdzie się jakiś powód do próby wykreowania choćby krótkiej zwyżki. Rozwiązaniem dylematu co robić z gotówką wydaje się zostawienie przynajmniej części środków na kontach lokacyjnych (te również dają nawet 7% w skali roku) i w zależności od naszego profilu ryzyko przerzucanie ich na giełdę czy na zakup funduszów inwestycyjnych. Łapanie górek i dołków nie jest proste, a z punktu widzenia statystyki nie opłaca się. O ile nie mamy sprawdzonej metody, która faktycznie pozwala nam osiągać zyski przewyższające te wypracowywane przez indeksy giełdowe czy fundusze, może akurat teraz jest dobry moment, aby zacząć systematyczne zakupy jednostek funduszy czy samych akcji w niewielkich porcjach w równych odstępach czasu? Nowy rok wydaje się całkiem ciekawym terminem. Obojętnie jaką podejmiemy decyzję, proszę zrobić to samodzielnie i wziąć odpowiedzialność za swoje zwycięstwa i porażki. Niestety nie mamy takiego luksusu jak amerykańskie banki inwestycyjne, do których w razie strat przyjeżdżają wagony świeżo wydrukowanych dolarów.

Krzysztof Łuszczki

PRASA ZAGRANICZNA: Kryzys, bieda, bezrobocie? Witajcie w ciężkich czasach?


Gospodarka Stanów Zjednoczonych przeżywa poważne problemy. Amerykańskie firmy zwolniły w listopadzie ponad pół miliona pracowników.

Gospodarka ma problemy (Bloomberg) 

To kolejny dowód na to, iż gospodarka Stanów Zjednoczonych przeżywa poważne problemy. Obecnie bezrobocie w USA jest najwyższe od 15 lat.
Tak dużych zwolnień nie było w USA od ponad 30 lat. Bezrobocie wzrosło do najwyższego od 15 lat poziomu 6,7%. 

Byłoby jeszcze wyższe, gdyby nie fakt, że ponad 
400 tysięcy Amerykanów zrezygnowało ze statusu bezrobotnych. Prezydent George Bush wyraził zaniepokojenie losem Amerykanów, którzy stracili pracę. Zapewnił, że rząd USA skupia się na źródłach recesji i robi wszystko, by przywrócić zdrowie amerykańskiej gospodarce. 

Bush podkreślił, że głównym zadaniem rządu USA jest przezwyciężenie kryzysu finansowego i przywrócenie dostępności kredytów. Powiedział, że na efekty trzeba poczekać, jest jednak pewien, że rządowe działania przywrócą siłę gospodarce USA. 

Według najnowszych danych gospodarka amerykańska jest w stanie recesji od roku. 
W tym czasie liczba bezrobotnych wzrosła o 2 miliony 700 tysięcy. Prezydent elekt Barack Obama zapowiada, że tworzenie nowych miejsc pracy będzie jego priorytetem. 

Kryzys dopadł Hondę? (forbes.com) 

Szefowie japońskiego koncernu samochodowego Honda postanowili wycofać się z wyścigów Formuły 1. Jeśli do końca roku nie znajdą kupca na zespół - zostanie on rozwiązany. 

Przyczyną takiej decyzji jest kryzys finansowy, który zmusił japoński koncern do ograniczania wydatków. 
Przedstawiciele F1 obawiają się, że w ślad za Hondą mogą pójść inni producenci aut. Zespół Hondy oświadczył też, że nie planuje w najbliższym czasie powrotu do rywalizacji. Powodem są wysokie koszty i kryzys w przemyśle samochodowym. 

Według Hondy sezon ścigania w Formule 1 kosztuje 500 mln dolarów i japońskiego koncernu na to nie stać.

- Ta trudna decyzja została podjęta w świetle zmieniającej się ostatnio sytuacji w przemyśle motoryzacyjnym. Honda musi chronić swoją podstawową działalność - powiedział dyrektor wykonawczy HondyTakeo Fukui.

Wielka Trójka w Kongresie ("New York Times") 

Pomoc finansowa dla przemysłu samochodowego staje się sprawą najwyższej wagi? Demokratyczny szef kluczowej komisji ds. sektora finansowego Barney Frank z Massachusetts powiedział, że w obliczu dramatycznych danych na temat rynku pracy jakiekolwiek 
opóźnienie w przegłosowaniu jakiejś wersji planu antykryzysowego dla General Motors, Forda i Chryslera byłoby "absolutną porażką". 

Póki co jednak żaden z planów 34-miliardowego zastrzyku dla Wielkiej Trójki, w tym przejęcie ich zarządu przez waszyngtońską administrację, nie zyskał poparcia większości kongresmanów. Większość opinii publicznej jest przeciwna ratowaniu koncernów. 

Dyrektorzy koncernów wystąpili przed komisją bankową Senatu. Szefowie trzech koncernów przysłali wcześniej Kongresowi plany restrukturyzacji swych przedsiębiorstw, mające uzdrowić ich sytuację. Wykonali też szereg symbolicznych gestów - 
przyjechali tym razem do Waszyngtonu samochodami hybrydowymi z napędem częściowo elektrycznym. 

Na poprzednie przesłuchania dyrektorzy przylecieli do stolicy odrzutowcami swych korporacji, za co kongresmani ich publicznie potępili i wyszydzili.
Trzej dyrektorzy obiecali sprzedać te samoloty, a nawet pracować za symbolicznego dolara w przyszłym roku, jeżeli ich firmy dostaną kredyty.

Liczba dnia