
Zbieraj na nową hossę!
Jeszcze niedawno wielu ludzi było dumnych z akcji, które posiadają. Teraz patrzą na nie z obrzydzeniem, a w rozmowach towarzyskich unikają tematu giełdy i funduszy. Niektórzy już zobaczyli okazję do kupna całkiem niedawno, ale nawet tacy wybitni inwestorzy jak Warren Buffett, który kilka tygodni temu nabywał akcje General Electric czy Goldman Sachs są wciąż na sporym minusie. Cały czas sprawdza się maksyma „cash is the king in recession”, czyli gotówka jest królem w trakcie recesji.
Skąd wzięło się takie powiedzenie? Kiedy gospodarkę dopada kryzys i pogrąża się ona w recesji tanieje praktycznie wszystko: akcje, nieruchomości, surowce itd. – dokładnie taki scenariusz przerabiamy właśnie teraz. Zaawansowani inwestorzy potrafią skorzystać ze spadków grając na zniżkę czy to na giełdzie, czy też przy pomocy platformy foreksowej, ale zdecydowana większość nie korzysta z takich instrumentów, które pozwalają zarabiać także na spadkach.
W Polsce dochodzi ryzyko walutowe i stąd wygranymi są posiadacze dolarów czy euro -czasem bezwiednie, jak rodziny emigrantów zarobkowych. Teraz ciekawi nas czy sprawdzi się teoria o dość często pojawiającym się umocnieniem złotówki przed końcem roku (część osób uważa, że związane z dodatkowym napływem prywatnych środków).
W latach trzydziestych, w trakcie Wielkiego Kryzysu ludzie przestali ufać bankom i fizycznie zakopywali pieniądze w słoikach na podwórku czy chowali je do przysłowiowego materaca. Teraz przeżywamy podobny kryzys zaufania wobec instytucji bankowych i to w dodatku one sobie nie wierzą nawzajem. Wtedy podaż pieniądza dramatycznie załamała się tak jak obecnie. Jednak tym razem rządy oraz banki centralne na całym świecie prowadzą bardzo agresywną politykę dodruku pieniądza i obniżania stóp procentowych. Mimo tych olbrzymich wysiłków wciążoprocentowanie kredytów na rynku międzybankowym jest sporo wyższe od oficjalnych stóp. Jak z tego skorzystać?
Odpowiedź jest oczywista – przynajmniej za część środków zakładać lokaty. O ile nie stawiamy na jakąś kompletną katastrofę i załamanie się systemu finansowego (są zwolennicy takich katastroficznych wizji), mamy świetną okazję do wykorzystania anomalii rynkowych. Proszę się zastanowić. W tej chwili podstawowa stopa procentowa w Polsce wynosi 5,75%, WIBOR (czyli oprocentowanie, po którym banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze) 6m czy roczny równy jest 6,61%, a tymczasem przeciętny Kowalski bez trudu znajdzie lokatę z oprocentowaniem 10%, a czasem nawet wyższym. Naprawdę takie sytuacje powinno się wykorzystywać. Tym bardziej, że eksperci oczekują, że RPP być może nawet już w grudniu obetnie stopy idąc śladem banków centralnych z całego świata.
W związku z nadchodzącym pogorszeniem sytuacji gospodarczej w Polsce zadłużeni powinni wziąć się w garść i w końcu zacząć spłacać swoje zobowiązania, bo gdy stracą posadę wszystko będzie znacznie bardziej skomplikowane niż teraz. Z pewnością ceny nieruchomości jeszcze będą spadać, więc osoby zamierzające je kupić mogą spokojnie czekać z gotówką na lokatach. Inaczej sprawa ma się z inwestorami, którzy wstrzymują się z wejściem na giełdę czy wahają się z zakupem jednostek funduszów inwestycyjnych. Tutaj rzeczywiście prognozowanie wydaje się trudne, ponieważ cały czas całkiem prawdopodobny jest ostry i szybki ruch korekcyjny. Zauważmy, że indeks WIG jest 60% niżej od swojego szczytu. Z tego powodu fala wzrostowa, nawet bez żadnych podstaw fundamentalnych może być bardzo lukratywna. Inną kwestią wydaje się jej trwałość – kryzys raczej powoli rozwija się i jego skutki dopiero uderzą z niszczycielską siłą, ale na razie nie ma co się tym martwić. Raczej powinniśmy szukać okazji do podłączenia się do rajdu świętego Mikołaja. Jeśli natomiast sanki nie będą chciały mu jechać z powodu braku śniegu, zaczniemy myśleć o efekcie stycznia. Jak widać, zawsze znajdzie się jakiś powód do próby wykreowania choćby krótkiej zwyżki. Rozwiązaniem dylematu co robić z gotówką wydaje się zostawienie przynajmniej części środków na kontach lokacyjnych (te również dają nawet 7% w skali roku) i w zależności od naszego profilu ryzyko przerzucanie ich na giełdę czy na zakup funduszów inwestycyjnych. Łapanie górek i dołków nie jest proste, a z punktu widzenia statystyki nie opłaca się. O ile nie mamy sprawdzonej metody, która faktycznie pozwala nam osiągać zyski przewyższające te wypracowywane przez indeksy giełdowe czy fundusze, może akurat teraz jest dobry moment, aby zacząć systematyczne zakupy jednostek funduszy czy samych akcji w niewielkich porcjach w równych odstępach czasu? Nowy rok wydaje się całkiem ciekawym terminem. Obojętnie jaką podejmiemy decyzję, proszę zrobić to samodzielnie i wziąć odpowiedzialność za swoje zwycięstwa i porażki. Niestety nie mamy takiego luksusu jak amerykańskie banki inwestycyjne, do których w razie strat przyjeżdżają wagony świeżo wydrukowanych dolarów.
Krzysztof Łuszczki