wtorek, 18 listopada 2008

Recesja najbogatszych krajów dołuje giełdy


ZŁE WIEŚCI Z JAPONII I WIELKIEJ BRYTANII

Tydzień na giełdach zaczął się od spadków. Inwestorów przygnębiły dane z Japonii, która po raz pierwszy od siedmiu lat znalazła się w recesji. Ponadto organizacja gospodarcza z Wielkiej Brytanii zdradziła swe wyliczenia, dotyczące stanu brytyjskiej gospodarki. Są wielokrotnie gorsze niż i tak pesymistyczne prognozy sprzed kilku tygodni.

Japonia ogłosiła, że jej gospodarka - druga pod względem wielkości na świecie - w trzecim kwartale skurczyła się o 3,7 procent. Drugi z kolei kwartał z ujemnym PKB oznacza wejście w stan technicznej recesji. "Tendencje spadkowe w gospodarce utrzymają się przez dłuższy czas" - powiedział japoński minister gospodarki Kaoru Yosano. 

Wprawdzie tokijska giełda skończyła dzień na plusie, ale recesja generalnie szkodzi rynkom. Indeksy na giełdach w zachodniej Europie po lekkim falowaniu na otwarciu sesji traciły w jej połowie średnio o ponad 2 procent. Akcje spółek taniały przede wszystkim w obawie, że kryzys finansowy negatywnie wpłynie na ich wyniki.

Dodatkowy impulsem do sprzedaży były pesymistyczne prognozy płynące z Wielkiej Brytanii. Zdaniem Konfederacji Przemysłu Brytyjskiego (CBI) - największej organizacji zrzeszającej przedsiębiorców na Wyspach - recesja w ich kraju będzie bardziej dotkliwa niż przewidywano. 

Według CBI w przyszłym roku gospodarka skurczy sie o 1,7 procent, wobec 0,3 procent, które biznesmeni prognozowali jeszcze klika tygodni temu. Do końca przyszłego roku prawie milion osób zasili - wynoszącą obecnie 1,8 miliona - rzeszę bezrobotnych.

niedziela, 16 listopada 2008

Kalendarium zapaści



•  3 stycznia 2007. Pierwszy kamyczek lawiny - bankructwo spółki Ownit Mortgage Solutions Inc. Upada pierwsza w USA instytucja finansowa oferująca ryzykowne kredyty hipoteczne osobom prawie lub całkowicie niewypłacalnym (tzw. subprime). Na początku dekady kredytów hipotecznych udzielano w USA na potęgę. Ryzykiem mało kto się przejmował, bo panowało powszechne przekonanie, że trwająca galopada cen nieruchomości pokryje wszelkie ewentualne straty z tytułu niespłaconych kredytów. Ale na początku 2007 r. ceny domów zaczęły spadać. W ciągu czterech miesięcy upada kolejnych 25 instytucji kredytowych, z największą New Century Financial na czele. Zapaść na rynku nieruchomości uruchamia lont bomby z opóźnionym zapłonem - tysiące banków na całym świecie trzymają rozmaite papiery dłużne zabezpieczone złymi kredytami hipotecznymi. Im bardziej spada rynek nieruchomości, tym mniej warte są te papiery kupowane kiedyś za bajońskie sumy.

•  19 lipca 2007. Inwestorzy w USA jeszcze nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. W szczycie hossy indeks Dow Jones po raz pierwszy w historii przebija pułap 14 tys. punktów.

•  31 sierpnia 2007. Pierwsza, nieśmiała interwencja władz. Prezydent George W. Bush ogłasza program pomocy dla Amerykanów mających kłopot ze spłatą hipoteki.

•  14 września 2007. Kryzys dociera do Europy. Chwieje się brytyjski bank Northern Rock, który mocno zainwestował w amerykańskie obligacje hipoteczne. Sześć miesięcy później zostaje oficjalnie znacjonalizowany - brytyjski skarb państwa zwiększa tym samym zadłużenie o... 100 miliardów funtów. 

•  1 listopada 2007. Pożar na rynku międzybankowym. Amerykańska Rezerwa Federalna udziela bankom 41 mld dol. ratunkowych pożyczek - to największa nadzwyczajna pożyczka od czasu zamachów z 11 września 2001 r. 

•  16 marca 2008. Początek serii bankowych bankructw. Przez nadmiar inwestycji w hipoteczne obligacje pada bank Bear Stearns. Za symboliczne dwa dolary za akcję przejmuje go JPMorgan Case. Fed ubezpiecza transakcję kwotą 30 mld dol. 

•  7-18 września 2008. Bankowa zapaść. Największe instytucje rynku hipotecznego USA - Fannie Mae oraz Freddie Mac - zostają przejęte przez rząd federalny. Do inwestorów zaczyna docierać skala problemu: Fannie i Freddie mają w portfelu 5 bln dol. w długach i obligacjach hipotecznych. Bankrutuje istniejący od 158 lat bank inwestycyjny Lehman Brothers. Merrill Lynch zostaje przejęty przez Bank of America za blisko 50 mld dol., zaś największy amerykański ubezpieczyciel AIG zostaje de facto znacjonalizowany (rząd ratuje go kwotą 85 mld dol.). Ponieważ nikt nikomu nie chce już pożyczać pieniędzy, banki centralne na świecie rzucają na rynek 180 mld dol. nadzwyczajnych pożyczek. 

•  19 września 2008. Jest plan! Amerykański sekretarz skarbu Henry Paulson przedstawia plan ratunkowy dla sektora finansowego. Państwo ma wykupić złe długi za 700 mld dol. Plan trafia do Kongresu USA.

•  28 września 2008. Kryzys dopada Europę. Rządy krajów Beneluksu częściowo nacjonalizują bank Fortis kosztem 11,2 mld euro. Niemiecki rząd organizuje wielomiliardowy pakiet ratunkowy dla banku Hypo Real Estate.

•  29 września 2008. Szok w USA. Izba Reprezentantów odrzuca ratunkowy plan Paulsona. Zabrakło 12 głosów. Główny indeks giełdy nowojorskiej DJIA spada tego dnia o 777 punktów. To największy spadek w historii amerykańskiej giełdy.

•  1-3 października 2008. Plan przyjęty, rynki nieprzekonane. Senat przyjmuje zmodyfikowaną wersję planu Paulsona. Przegłosowuje go także Izba Reprezentantów, a zaraz po głosowaniu ustawę podpisuje prezydent George W. Bush. Ale rynki pozostają nieprzekonane. Trzy dni później giełda w Londynie zamyka się ośmioprocentowym spadkiem (największym od 20 lat). Indeksy nurkują na wszystkich dużych rynkach europejskich, także w Warszawie. W środę japoński Nikkei spada do poziomu najniższego od 1987r.

Dlaczego ekonomiści nie uporają się z kryzysem?



Najbardziej uderzające w obecnym kryzysie finansowym jest to, że "nikt nie wie, co robić", jak wyraził się jeden z decydentów. Wynika to z tego, że podstawowym czynnikiem są oczekiwania: reakcja rynku zależy nie tylko od tego, czy ludzie wierzą w działania interwencyjne, ale jeszcze bardziej od tego, czy sądzą, że inni im zaufają - nie da się więc uwzględnić w rachubach skutków własnych działań - pisze dla DZIENNIKA Slavoj Žižek.

John Maynard Keynes ładnie ujął to zapętlenie, kiedy porównał giełdę do konkursu, którego uczestnicy muszą wybrać zdjęcia kilku najładniejszych dziewczyn spośród stu fotografii. Wygrywa ten, którego wybór jest najbliższy średniej. Musimy zatem wybierać, nie dysponując wiedzą, która umożliwiłaby racjonalny wybór.

Plan chybiony, ale działa

Joseph Stiglitz napisał niedawno, że chociaż w coraz bardziej zgodnej opinii ekonomistów żadna akcja ratunkowa oparta na planie Paulsona nie zadziała, "politycy nie mogą pozwolić sobie na to, żeby nic nie robić podczas takiego kryzysu. Być może przyjdzie nam zatem modlić się o to, by porozumienie wygenerowane z pomocą toksycznej mikstury grup interesów, błędnej filozofii gospodarczej i prawicowej ideologii - czyli mikstury, która doprowadziła do obecnego kryzysu - jakimś cudem zrodziło skuteczny plan ratunkowy, a przynajmniej plan, którego porażka nie pociągnie za sobą zbyt wielkich szkód". Stiglitz ma rację, ponieważ rynki w ostatecznym rozrachunku oparte są na opiniach (a nawet na opiniach o opiniach innych ludzi), toteż kiedy media martwią się o to, "jak rynki zareagują na pakiet ratunkowy", tak naprawdę nie chodzi o realne konsekwencje planu, tylko o opinię rynków na temat jego skuteczności. A to znaczy, że plan może zadziałać, nawet jeśli jest ekonomicznie chybiony.

Walka klas na Wall Street

W obecnym zamieszaniu na pewno jest wiele rzeczy, które skłaniają do refleksji. 15 lipca 2008 roku republikański senator Jim Bunning skrytykował prezesa Fedu Bena Bernankego, mówiąc, iż jego propozycja pokazuje, że "socjalizm w Ameryce żyje i ma się dobrze. Teraz Fed chce być regulatorem ryzyka systemowego. Tymczasem to Fed jest ryzykiem systemowym. Zwiększenie władzy Fedu przypomina sytuację, kiedy chłopak grający na twojej ulicy w bejsbol rozbije ci okno, a ty dajesz mu większy kij, wierząc, że to rozwiąże problem". 23 września senator uderzył znowu, nazywając plan Departamentu Skarbu "antyamerykańskim".

Bunning jako pierwszy publicznie zarysował kontury rozumowania, które kryło się za buntem Grand Old Party przeciwko federalnemu planowi ratunkowemu. Rozumowanie to zasługuje na dokładniejszą analizę. Zwróćmy uwagę, że opór wobec projektu interwencji został sformułowany w kategoriach "walki klasowej": Wall Street przeciwko Main Street. Dlaczego mielibyśmy pomagać odpowiedzialnym za kryzys (Wall Street) i pozwolić, żeby zwykli kredytobiorcy (z Main Street) zapłacili za niego pełną cenę? Czy to nie jest przypadek tego, co teoria ekonomiczna nazywa "moral hazard", zjawiskiem zdefiniowanym jako "ryzyko, że ktoś zachowa się niemoralnie, ponieważ ubezpieczyciel, prawo lub jakiś inny podmiot ochroni go przed stratą, do której w przeciwnym razie jego zachowanie mogłoby doprowadzić"? Jeśli na przykład jestem ubezpieczony od pożaru, będę się mniej zabezpieczał przed tym kataklizmem (a w skrajnym wypadku sam podpalę swój ubezpieczony, ale generujący straty obiekt). To samo dotyczy wielkich banków: czy nie są chronione przed wielkimi stratami, zachowując zyski? Nic dziwnego, że Michael Moore zdążył już napisać list do społeczeństwa, potępiając plan ratunkowy jako rabunek stulecia - to nieoczekiwane podanie sobie ręki przez lewicę i konserwatywnych Republikanów powinno dać nam do myślenia.

Ekonomia (bardzo) polityczna

Przypomnijmy sobie klasyczny argument przeciwko egalitarnej redystrybucji (przez progresywną skalę podatkową itd.) spod znaku "jak bogatemu się powodzi, to i biednemu skapnie": z powodu tej metody biedni nie stają się bogatsi, tylko bogaci stają się biedniejsi. Tymczasem filozofia skapywania wcale nie jest antyinterwencjonistyczna, lecz opiera się na precyzyjnej wizji państwowego interwencjonizmu gospodarczego: chociaż wszyscy chcemy, żeby biednym było lepiej, udzielanie im bezpośredniej pomocy przyniesie skutki odwrotne od zamierzonych, ponieważ biedni nie są elementem dynamicznym i produktywnym - jedyna potrzebna interwencja polega na tym, żeby pomóc bogatym jeszcze bardziej się wzbogacić, a potem zyski automatycznie, same z siebie, spłyną w dół do biednych… Dzisiaj przekłada się to na pogląd, że jeśli sypniemy pieniędzmi w stronę Wall Street, to część z nich dotrze do Main Street, wspomagając zwykłych pracowników i właścicieli domów. A zatem jeśli chcesz, żeby ludzie mieli pieniądze na budowę domów, nie dawaj im tych pieniędzy do ręki, tylko pomóż tym, którzy pożyczają im środki. Tylko w ten sposób można zapewnić społeczeństwu autentyczny dostatek - w innym razie państwo rozdaje pieniądze potrzebującym kosztem tych, którzy tworzą bogactwo.

Bardzo łatwo jest odrzucić tę linię rozumowania jako obłudną obronę bogatych. Problem w tym, że dopóki pozostajemy w kapitalizmie, jest w niej sporo prawdy: uderzenie w Wall Street rzeczywiście trafi w zwykłych pracowników. I dlatego ci Demokraci, którzy poparli pakiet ratunkowy, nie sprzeniewierzyli się swoim lewicowym przekonaniom. Byliby niekonsekwentni tylko w sytuacji, gdybyśmy przyjęli tezę republikańskich populistów: prawdziwy, autentyczny kapitalizm i gospodarka wolnorynkowa są dla ludu, dla klas niższych, natomiast interwencje państwowe to strategia wyższych klas służąca wyzyskiwaniu pracujących w pocie czoła zwykłych ludzi. Walka kapitalizmu z socjalizmem jest walką zwykłych ludzi pracy z elitarną klasą wyższą.

Prawdziwe pytanie nie brzmi zatem "czy interweniować", tylko "jak interweniować". I tym właśnie jest autentyczna polityka: walką o zdefiniowanie najważniejszych "apolitycznych" współrzędnych naszego życia. Wszystkie kwestie polityczne są w pewnym sensie ponadpartyjne, obracają się wokół pytania, "Czym jest nasz kraj?". A zatem spór o plan ratunkowy jest prawdziwą polityką, dotyczy decyzji na temat fundamentalnych cech naszego życia społecznego i ekonomicznego, a nawet wskrzesza upiory walki klasowej (Wall Street czy zwykli kredytobiorcy? Interwencja państwa czy leseferyzm?). Nie istnieje "obiektywna" prawda ekspercka, która czeka na zastosowanie, trzeba zająć stanowisko polityczne. Stanom Zjednoczonym potrzeba więcej, a nie mniej polityki.

Slavoj Žižek ur. 1949, filozof, socjolog, publicysta, jeden z najwybitniejszych myślicieli współczesnej lewicy. Wykładał m.in. na uniwersytetach Princeton i Columbia oraz w New School for Social Research. Jest autorem kilkudziesięciu książek - po polsku ukazały się m.in. "Wzniosły obiekt ideologii" (2001), "Przekleństwo fantazji" (2001), "Rewolucja u bram" (2007).

Jak prezesi banków tracili swoje miliony?


Szefowie polskich instytucji finansowych stracili nawet po kilkudziesiąt milionów złotych.
Giełdowa bessa nie rozpieszcza nie tylko drobnych inwestorów ale także i grube ryby. "Gazeta Wyborcza" pisze, że prezesi polskich banków już od kilkunastu miesięcy obserwują, jak kurczą się ich majątki w postaci akcji własnych firm. 

Kursy akcji polskich banków wciąż spadają, choć wypracowały najlepsze wyniki finansowe w historii - szacuje się, że zyski banków komercyjnych w Polsce po dziewięciu miesiącach tego roku są o 20 proc. wyższe niż rok wcześniej i przekroczyły w sumie 11,9 mld zł. 

Ale zdaniem gazety to nie przekonało inwestorów giełdowych, którzy masowo pozbywali się akcji banków ze swoich portfeli w czego efekcie prezesi tracili znaczne sumy. 

I tak majątek rekordzisty - Jarosława Augustyniaka, prezesa Noble Banku (w skład grupy Noble wchodzi m.in. firma pośrednictwa finansowego Open Finance) - w ciągu trzech kwartałów skurczył się o prawie 90 mln zł. 

Na koniec września był on właścicielem prawie 10,7 mln akcji Noble wartych niespełna 45 mln zł. A jeszcze na początku roku były one wyceniane na 133 mln zł. 

Powodów do zadowolenia nie ma też Bogusław Kott, prezes Millennium, który ma ponad 3 mln akcji kierowanego przez siebie banku. Przy obecnym kursie (3,5 zł) są one warte 10,6 mln zł. Ale jeszcze pod koniec czerwca giełda wyceniała je ponad 90 proc. wyżej - liczy "GW". 

Z akcji swego banku wyprzedawał się Jan Krzysztof Bielecki, prezes Pekao SA. W czerwcu miał 45 tys. udziałów banku wycenianych na 7,4 mln zł. Od tego czasu cena akcji Pekao na warszawskim parkiecie spadła o 30 proc. W międzyczasie Bielecki pozbył się 20 tys. akcji swojego banku i obecnie ma w nich ulokowane niecałe 3 mln zł.

sobota, 15 listopada 2008

PRASA POLSKA: Będzie bieda !



Polska gospodarka ma się coraz gorzej. Będą więc zwolnienia w przedsiębiorstwach - twierdzą ekonomiści. Jeśli sprawdzą się ich prognozy, pracę może stracić nawet 300 tysięcy osób.Bezrobocie i inflacja (IAR) 

Na pierwszy ogień pójdzie branża budowlana.- Zwłaszcza firmy pracujące na rzecz budownictwa mieszkaniowego, oraz motoryzacyjna - mówiMieczysław Bąk z Krajowej Izby Gospodarczej.Z powodu spadku ilości sprzedanych samochodów, spada ich produkcja, a wielu pracowników branży motoryzacyjnej zostało wysłanych na przymusowy urlop. Obawiać powinni się także producenci mebli, sprzętu AGD, odzieży i wyrobów ze szkła. Na razie stopa bezrobocia w Polsce wynosi 8,8%. 

Ekonomiści przewidują jednak jego wzrost. Zdaniem Ryszarda Petru zimą bezrobocie może przekroczyć nawet 10%. Według Ryszarda Petru przyczyną wzrostu bezrobocia może być również brak pożyczek bankowychdla przedsiębiorstw, co może wyhamować inwestycje 

Ukryte 1,5 mln złotych ? ("Gazeta Wyborcza") 

Szef CBA doniósł premierowi na szefa ABW. Mariusz Kamiński twierdzi, że Krzysztof Bondaryk ukrywa swoje dochody. Ten jednak zaprzecza i tłumaczy, że nic nie ukrył. Według "Gazety Wyborczej" drobiazgową kontrolę majątku Bondaryka CBA prowadziło od marca. Agenci biura zadali blisko 400 pytań prawie dwustu instytucjom finansowym, w tym bankom i domom maklerskim. Pytali czy Bondaryk lub jego żona ulokowali tam pieniądze. 

To co znaleźli agenci CBA, pozwoliło oskarżyć Bondaryka o ukrywanie dochodów. Zdaniem Biura, szef ABW nie ujawnił wynagrodzenia, które wciąż pobiera od firmy Era, gdzie pracował zanim objął agencję. Chodzi o kwotę półtora miliona złotych, które operator sieci komórkowej wypłaca Bondarykowi na raty. 

Szef ABW tłumaczy, że to nie wynagrodzenie, lecz odprawa, którą dostał za to, że przyjmie przez rok pracę w konkurencji Ery. Dodaje, że poinformował o tym świadczeniu w rejestrze korzyści - choć nie podał kwoty, bo to tajemnica państwowa. Zapowiada, że jej wysokość poda w PIT za 2008 rok i w kolejnym oświadczeniu majątkowym. 

gazeta.pl 

Transakcja za półtora miliarda złotych ("Rzeczpospolita") 

PKO BP jest wśród chętnych na zakup AIG Banku i ma spore szanse na sfinalizowanie tej transakcji. Rozpoczęła się sprzedaż banku amerykańskiej grupy, wartego około półtora miliarda złotych. Według źródła dziennika, rozesłano już memorandum informacyjne do zainteresowanych firm. Do końca listopada oczekiwane są ostateczne oferty. 

Według informacji "Rzeczpospolitej" największe szanse ma PKO BP, które zamierza złożyć ofertę. Dziennik przypomina, że bank ten jest kontrolowany przez państwo, a Skarb Państwa mocno wspiera jego aspiracje. I właśnie z tego powodu jest on faworytem do kupna AIG Banku. Przedstawiciele PKO BP i Deutsche Banku, który prowadzi tę transakcję w imieniu grupy AIG nie chcieli komentować tych informacji.

PRASA ZAGRANICZNA: Firmy sparaliżował strach



Jak twierdzi "Financial Times", tylko w tym tygodniu firmy zapowiedziały zwolnienie w najbliższym czasie ponad 17 tysięcy pracowników. 

Telekomunikacyjny gigant BT zwalnia 10 tys. osób
operator telewizji kablowej Virgin Media – 2,2 tys. pracowników
przedsiębiorstwo budowlane Taylor Wimpey – 1 tys.
a koncern farmaceutyczny GlaxoSmithKline ponad 600 ludzi

Eksperci uważają, że główną przyczyną zwolnień jest dramatyczny i szybki spadek zaufania. Duże firmy na całym świecie wycofują zamówienia i robią rezerwy, natomiast małe sparaliżował strach i niepewność jutra. Obecna recesja jest przy tym groźniejsza, gdyż nie ogranicza się do określonych sektorów, lecz obejmuje całe życie gospodarcze. 

Obecne zwolnienia to dopiero początek. Można się spodziewać, że kolejne komunikaty o zwolnieniach będą liczne i pojawią się już niebawem- przewiduje "Financial Times". 

Zwolnią tysiące pracowników (Reuters) 

Amerykański Citigroup, największy na świecie pod względem przychodów bank prywatny, ogłosi wkrótce zmniejszenie swego personelu o 10%- poinformował Reuters, powołując się na osobę bliską tej sprawy. 

Pod koniec września w Stanach Zjednoczonych i poza nimi Citigroup zatrudniał łącznie 352 tys. ludzi. Według rozmówcy Reutera, redukcja zostanie zrealizowana różnymi sposobami, w tym poprzez wypowiadanie umów o pracę i sprzedaż oddziałów. 

Na poniedziałek koncern zaplanował zebrania pracownicze. 

Liverpool ofiarą kryzysu? ("Daily Post") 

Jeśli amerykańscy właściciele Liverpoolu FC do stycznia nie spłacą 350 mln funtów długów, jeden z najbardziej znanych klubów piłkarskich na świecie będzie musiał pożegnać się z kilkoma najlepszymi graczami i z marzeniami o wielkości. 

W brytyjskiej prasie pojawiły się już ostrzeżenia ze strony bankierów, którzy domagają się od dwóch właścicieli wicelidera Premier League spłaty 350 mln funtów długu. Termin upływa już 25 stycznia. Pożyczającymi były Wachovia i Royal Bank of Scotland, które niedawno tylko dzięki pomocy rządów uniknęły bankructwa. 

Według gazet, przejęcie Liverpoolu przez banki oznaczałoby wyprzedaż gwiazd, takich jak Fernando Torres, Steven Gerrard, Ryan Babel czy Jose Reina.

USA: Najgorsze święta Ameryki!


Sprzedaż detaliczna w USA spada. Handlowcy szykują się na najgorszy sezon świąteczny od dziesięcioleci.
Spowolnienie gospodarki dotknęło tak samo sklepy luksusowe, sprzedające ubrania za 5 tys. dolarów, jak i sklepy z tanią odzieżą. Pasa zaciskają zarówno biedni, jak i bogaci Amerykanie - informuje "New York Times". Wydatki konsumenckie stanowią dwie trzecie działalności gospodarczej kraju, i analitycy twierdzą, że drastyczne spadki sprzedaży wróżą długą i głęboką recesję.

Konsumenci ograniczają wydatki z wielu powodów, jednak podstawowe znaczenie ma fatalna sytuacja na rynku pracy. Nawet osoby, które nadal mają pracę, oszczędzają, ponieważ cały czas dochodzą do nich informacje o zwolnieniach wśród członków rodziny i przyjaciół. Bezrobocie wynosi już ponad 6% i, według ekspertów, będzie rosnąć.

Sytuacja handlowców jest dramatyczna. Już siedem tygodni przed świętami Bożego Narodzenia sklepy oferują atrakcyjne promocje, by za wszelką cenę przyciągnąć klientów.

Jeszcze kilka miesięcy temu handlowcy myśleli, że są przygotowani na spowolnienie gospodarcze. Ograniczali zapasy, przewidując nadejście ciężkich czasów. Jednak ku ich zaskoczeniu sprzedaż spadła o wiele więcej niż przewidywali. W rezultacie półki sklepowe pełne są towaru z sezonu jesiennego, mimo napływających towarów świątecznych.

Obroty są tak niskie, że obniżka cen o 40% nie robi na kupujących żadnego wrażenia i handlowcy muszą zwiększyć rabaty do 60%.

- Niedługo handlowcy zaczną płacić klientom, by łaskawie zaczęli robić u nich zakupy - twierdzi Marshal Cohen, główny analityk NPD Group.


środa, 12 listopada 2008

Zeigeist - Duch epoki (polecane filmy)


Chciałbym polecić Wam obejrzenie 2 filmów.
Są to bardzo mocne filmy dokumentalne pokazujące i wyjaśniające jak społeczeństwo jest manipulowane. 
(filmy są zupełnie darmowe do pobrania poprzez Torrent lub do obejrzenia on-line) 
Pod koniec filmu "Zeitgeist Addendum" możemy poznać pomysł na zastąpienie systemu walutowego na swiecie na coś innego wg. ich programu. 
Kryzys w przyszłości jaki czeka świat, jego przyczyny i skutki przedstawione są w bardzo przejrzysty , zrozumiały dla każdego i to w maksymalnie streszczony sposób.
Poza tym film promuje tanią, czystą energię i przedstawia dobrze przemyślane i konkretne punkty do których jeśli każdy z nas się zastosuje to zmiana na lepsze jaka będzie potrzebna na świecie według ich teorii, jest jak najbardziej możliwa - to tylko kwestia czasu i przekonania się na własne oczy do tego co przedstawiają na tym filmie. Uważam że każdy z nas powinien do tych punktów się zastosować.


Zeitgeist, the movie

Google Video
[ 1 ] [ 2 ] [ 3 ]

DVDRip
[ Torrent ] [ Napisy ]


Zeitgeist: Addendum

Google Video

[ 1 ]

DVDRip

[ Torrent ] [ Napisy ]

ZOBACZ TEŻ :  http://www.duch-epoki.pl/
___________________________________
Zarezerwujcie sobie czas aby nic w oglądaniu wam nie przeszkadzało. (każdy z nich trwa prawie 2 godziny) 
Jest bardzo dużo do czytania i do zrozumienia. Oglądajcie je bardzo uważnie. 

FILMY NA PEWNO WAS ZSZOKUJĄ I SPRAWIĄ ŻE ZACZNIECIE POSTRZEGAĆ OBECNY ŚWIAT ZUPEŁNIE INACZEJ NIŻ DOTYCHCZAS.

.... a może wszystko to tylko film? .... 
 ... Ja tak nie sądzę.

Krzysztof
Podzielcie się swoją opinią po oglądnieciu.
krisoft@krisoft.pl

Kryzys! Spada produkcja samochodów



Krach finansowy wszystkim daje się we znaki. Ludzie oszczędzają, dlatego nie kupują samochodów. Efekt? Produkcję aut ograniczyła już Skoda. Teraz czas na Opla. Inne marki na pewno myślą o pójściu ich śladem.

Firmy dostosowują produkcję do spadającego w Europie Zachodniej popytu na nowe samochody. Pod koniec października wytwarzanie aut wstrzymają trzy zakłady Skody w Czechach. Rezultat to zmniejszenie produkcji o 13 tys. aut. W 2007 roku Skoda sprzedała ponad 630 tysięcy aut. W pierwszej połowie 2008 roku - ponad 360 tysięcy samochodów.

czytaj dalej ...

Amerykański fenomen

Czekajac na zapowiedziany przez FED i NAR rychly koniec recesji w USA mozna przez chwile zastanowic sie nad fenomenem gospodarki USA. 

Najbardziej fascynujaca jest korelacja konsumpcji i wzrostu gospodarczego. Wiekszosc gospodarki opiera sie na konsumpcji wewnetrznej - konsumpcja musi rosnac by gospodarka nie osuwala sie w recesje. Korelacja ta jest bardzo niekorzystna - kredyt musi mocno przyrastac by gospodarka w ogole sie rozwijala. Nawet powstrzymanie zadluzania sie prowadzi natychmiast do recesji.

Poniewaz malo co sie produkuje w USA, towary sa importowane na kredyt. Stad gwaltownie roznace zadluzenie zarowno konsumentow jak i administracji. 
Puchnacy kredyt prowadzi do sytuacji bez wyjscia - proba zaciskania pasa i chociaz powstrzymanie narastania dlugu prowadzi do recesji. Natomiast pozwalanie na dalszy rozrost dlugu nie moze trwac wiecznie, kiedys ostatecznie wierzyciele zaczna sie domagac jego splaty i przestana udzielac dalszych kredytow. To spowoduje ogromne zalamanie gospodarcze, kraj ktory nic nie produkuje, odciety zostanie od dostaw wszelkich produktow z importu.

Na razie kolejne rzady kupuja czas. Kazda kolejna administracja przekazuje kolejnej odbezpieczony granat coraz blizszy wybuchniecia. Oczywiscie kazda  odchodzaca administracja chwali sie osiagnieciami, a ograniczeni wyborcy nie dostrzegaja ze calosc dokonan oparta jest na kredycie, ktory trzeba bedzie splacic z ogromna nawiazka. Tak naprawde kazda kolejna ekipa oddaje kraj coraz bardziej zrujnowany, bo coraz bardziej zadluzony.

Spotkalem sie juz z argumentami, ze choc zadluzenie rosnie, to produkt narodowy rowniez, wiec stosunek zadluzenia do produktu narodowego nadal jest bezpieczny. Sa to jednak absurdalne wyliczenia, oparte na zalozeniu ze gdy dwoch czyscibutow wyczysci sobie wzajemnie buty, te uslugi zwieksza produkt narodowy. Dodatkowo dzieki osiagnietemu dochodowi bank bedzie mogl im udzielic kolejnej pozyczki.

Kolejnych przejawow absurdow ekonomicznych mozna wymieniac setki. Na przyklad rzad federalny przyklepal rozsylanie dodatkowych zwrotow podatkowych, w sytuacji gdy budzet jest w sytuacji tragicznej. Chodzi o to, by jeszcze choc rok bylo dobrze, a im gorzej bedzie nastepcy, tym lepiej.

Rzady stanowe nie pozostaja bierne. By pokryc biezace potrzeby (np. wyplaty) emitowane sa obligacje i wyprzedawane jest wszystko to co jeszcze pozostalo. I w ten sposob dzisiejsza wyplata strazaka finansowana jest kawalkiem sprzedanej autostrady, kolejna koncesja na kasyno lub obligacja ktora trzeba bedzie splacic w dwojnasob.

Oczywiscie nikt z obecnych wladz nie beknie za zalamanie kredytowe, ktore musi przyjsc. Jak zwykle zaplaca za to wszyscy podatnicy i ich dzieci.

Kryzys i Recesja na świecie (2008-11)

Tytuł bloga - jak nie trudno się domyślić - związany jest z kwaśnym oddechem
recesji, który stał się ostatnio bardzo mocno wyczuwalny.

Należało się tego spodziewać.
Zobacz program telewizyjny nadany w USA zanim jeszcze wszystko się zaczeło:

( Historia pewnego zakładu, czyli kto przewidział kryzys. )

Czeka nas teraz kilka chudych lat podczas których ostatnie 4 lata będziemy wspominać jako jedne z najlepszych w naszej historii. Jeszcze nigdy dotąd nie mieliśmy w swojej dyspozycji tak łatwego dostępu do kredytów mieszkaniowych, samochodowych i konsumpcyjnych, nigdy dotąd tyle nie inwestowaliśmy w radosnym poczuciu że oto zapewniamy sobie dostatnią, wygodną i bezpieczną przyszłość. Cóż, nie zapewniliśmy sobie.

Recesja to bardzo sympatyczny okres w zasadzie - przede wszystkim pod względem społecznym, bo daje szansę na nabranie pokory tym wszystkim, którzy korzystając z koniunktury wdrapali się na coś-jakby-szczyt a teraz z niego spadną z hukiem.

Przykład? : rozmaitej maści specjaliści od SEO/SEM, firemki zajmujące się pozycjonowaniem wyników w wyszukiwarkach - okażą się być zupełnie zbędni.
Pierwszym znakiem recesji w firmie jest to, że przestają pojawiać się klienci z ulicy czy przyciągnięci reklamą internetową. Skoro kosztowne zabiegi marketingowe w dobie recesji zawodzą - obcina się je w pierwszej kolejności. Każdy rozsądny przedsiębiorca wie, że recesję należy przeczekać ograniczając koszty i trzymając się kilku najwierniejszych i najsilniejszych klientów.

Recesja to okres płodny, rozwojowy i taki czas, w którym racjonalizm i zdrowy rozsądek są w cenie!

Liczba dnia