Sprzedaż detaliczna w USA spada. Handlowcy szykują się na najgorszy sezon świąteczny od dziesięcioleci.
Spowolnienie gospodarki dotknęło tak samo sklepy luksusowe, sprzedające ubrania za 5 tys. dolarów, jak i sklepy z tanią odzieżą. Pasa zaciskają zarówno biedni, jak i bogaci Amerykanie - informuje "New York Times". Wydatki konsumenckie stanowią dwie trzecie działalności gospodarczej kraju, i analitycy twierdzą, że drastyczne spadki sprzedaży wróżą długą i głęboką recesję.
Konsumenci ograniczają wydatki z wielu powodów, jednak podstawowe znaczenie ma fatalna sytuacja na rynku pracy. Nawet osoby, które nadal mają pracę, oszczędzają, ponieważ cały czas dochodzą do nich informacje o zwolnieniach wśród członków rodziny i przyjaciół. Bezrobocie wynosi już ponad 6% i, według ekspertów, będzie rosnąć.
Sytuacja handlowców jest dramatyczna. Już siedem tygodni przed świętami Bożego Narodzenia sklepy oferują atrakcyjne promocje, by za wszelką cenę przyciągnąć klientów.
Jeszcze kilka miesięcy temu handlowcy myśleli, że są przygotowani na spowolnienie gospodarcze. Ograniczali zapasy, przewidując nadejście ciężkich czasów. Jednak ku ich zaskoczeniu sprzedaż spadła o wiele więcej niż przewidywali. W rezultacie półki sklepowe pełne są towaru z sezonu jesiennego, mimo napływających towarów świątecznych.
Obroty są tak niskie, że obniżka cen o 40% nie robi na kupujących żadnego wrażenia i handlowcy muszą zwiększyć rabaty do 60%.
- Niedługo handlowcy zaczną płacić klientom, by łaskawie zaczęli robić u nich zakupy - twierdzi Marshal Cohen, główny analityk NPD Group.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz