sobota, 21 lutego 2009

Optymistyczne prognozy dla Polski. Będziemy najlepsi?


Kryzys kryzysem, nikt się przed nim nie uchroni ale u nas może obyć się bez trupów.

Bank Światowy w swoim dzisiejszym raporcie o stanie polskiej gospodarki prognozuje nasz wzrost PKB na ten rok aż na 2 proc. - To jest osiągalne - twierdzi Thomas Laursen, menedżer Banku na Polskę i kraje bałtyckie. - Naszym zdaniem spośród nowych członków UE Polska jest w najlepszej kondycji finansowej - dodaje.

- Polska też nie uniknie kryzysu - a to przez wpływmalejącego popytu zewnętrznego na polski eksport, czego skutkiem jest spowolnienie aktywności gospodarczej i niższy napływ inwestycji zagranicznych. Ale w porównaniu z resztą regionu Polska wykazuje bardziej zrównoważony wzrost, główniedzięki konsumpcji prywatnej - pisze Bank w swoim raporcie.

- Polska to duży kraj, gdzie rośnie popyt wewnętrzny i wciąż jest dość niskie zadłużenie. Do tego polski rząd jest dość aktywny w zwalczaniu kryzysu i chce szybko przyjąć euro – ocenia Erica Joergensen, rzecznik prasowy banku. 

BŚ chwali nas też i za to, że chcemy 
utrzymać dyscyplinę budżetową. To wyjdzie nam tylko na dobre. Również dziś pojawiły sie kolejne interesujące szacunki.

- W 2008 roku Polacy zwiększyli swoje wydatki

 o 16,5 proc., co dało nam pozycję lidera na rynku europejskim - wynika z raportu firmy Nielsen o wydatkach Europejczyków.

W tym jednak roku z powodu kryzysu popyt będzie rósł wolniej ale w obecnej sytuacji znów mamy szansę by zająć 1. miejsce w Europie. 

Z kolei zdaniem Business Centre Club, Polska 
nie odczuwa jeszcze kryzysu na taką skalę jak choćby sąsiedzi. BCC ocenia, że na kryzysie zyska kilka branż, m. in. turystka i usługi – bo chętniej będziemy spędzać wakacje w kraju, a także zwiększy się liczba obcokrajowców dla których Polska zrobiła się po prostu tania.

Atak duńskich spekulantów. Chciwość nie zna granic?

Nie dość, że "grają" naszą walutą to jeszcze chcą nas pouczać.
Dziś ujawnili się kolejny bankowi "spekulanci" (po Goldman Sachs), którzygrają naszą walutą. 

Tym razem to Danske Bank, który od pewnego czasu prognozuje potężne kłopoty polskiej gospodarki. Dziś przyznali się do spekulowania na naszym rynku walutowym. Co gorsze, jak podał Dziennik.pl wcale nie zamierzają z tym skończyć

Teraz bank czeka, aż euro będzie 
kosztowało 4,9 zł. Co mówią "bankierzy" z Danske Bank?

- Nie jesteśmy spekulantami walutowymi, jedynie dbamy o swoich klientów - mówi Dziennikowi główny ekonomista duńskiego banku Lars Christensen. - To zwykła teoria spiskowa, wymysł rodem z komunizmu, kiedy zły Zachód podejrzewało się cały czas o wrogie działania. Widziałem te doniesienia, ale chciałem powiedzieć ich autorom: trzeba wreszcie dorosnąć i patrzeć na świat realnie. Polska to nie Łotwa czy Dania, tylko duży kraj, w którym nie należy sięprzejmować teoriami spiskowymi - dodaje.

Christensen dodaje, że jego bank mówił swoim klientom o spadku złotego

Wygląda więc na to, że Danske to kolejny przykład 
"profesjonalnych bankierów", którzy najpierw straszą w swoich raportach nadciągającą katastrofą w tej części Europy, by potem grać polską walutą i czerpać z tej gry krociowe zyski, za które płacą m. in. osoby spłacające kredyty. 

Do czego doprowadzili swoimi grami? Wszyscy dziś widzą. Obecny kryzys w znacznej części wynika 
właśnie z różnego rodzaju spekulacji, które początkowo rozłożyły rynek hipoteczny w USA, a potem rozlały się na cały świat.    

Amerykanie wpompują teraz 800 mld dolarów w gospodarkę

Po wartym 700 mld dolarów pierwszym planie Paulsona przyszedł czas na kolejny: wart 800 mld dolarów. Plan ogłosił we wtorek amerykański sekretarz skarbu Henry Paulson. Cel to odblokowanie rynku kredytowego.

700 mld dolarów, 800 mld dolarów...700 mld dolarów, 800 mld dolarów...

Pierwszy plan Paulsona miał ratować instytucje finansowe posiadające tzw. toksyczne aktywa. Teraz 800 mld dolarów ma wspomóc rynek kredytu hipotecznego oraz kredyt konsumpcyjny i kredyt dla małych firm - podsumowują francuskie Les Echos.

Rezerwa Federalna przeznaczy 600 miliardów dolarów na wykup długu hipotecznego oraz długu hipotecznego zamienionego na papiery wartościowe od instytucji finansowych gwarantujących takie kredyty, czyli korporacji Fannie Mae i Freddie Mac. Chodzi o to, by rozruszać rynek kredytu i nie dopuścić do pojawienia się deflacji paraliżującej działalność gospodarczą - wskazują Les Echos. Z tych 600 mld dolarów sto miliardów posłuży na wykup obligacji Fannie Mae, Freddie Mac i innych podobnych organizacji korzystających z pomocy rządowej (Federal Home Loan Banks), 500 mld dolarów ma zostać przeznaczone na wykup zsekurytyzowanego długu hipotecznego gwarantowanego przez Fannie Mae i Freddie Mac.

Kolejne 200 mld dolarów Fed planuje wydać na pożyczki dla posiadaczy papierów wartościowych o bardzo wysokim ratingu : AAA, bazujących na kredytach konsumenckich, kredytach studenckich, kredytach w kartach kredytowych oraz pożyczkach gwarantowanych przez Small Business Act, czyli rządowy program wspierający małe i średnie firmy. Rząd z kolei wyda 20 mld dolarów na ten program dla firm, określony jako TALF - Term Asset-Backed Securities Loan Facility.

Przedstawiając oba programy na konferencji prasowej, Paulson powiedział, że "gospodarka słabnie dość dramatycznie i jest ważne, aby kredyty nadal były dostępne". Według wtorkowych danych, gospodarka amerykańska skurczyła się o 0,5 proc. w trzecim kwartale.

Jak podawał Bloomberg, dolar osłabił się w reakcji na drugi plan Paulsona. "Fed i departament skarbu próbują ograniczyć apetyt na ryzyko" - powiedział Alan Ruskin, szef strategii walutowych w RBS Greenwich Capital Markets.

Te działania administracji prezydenta George W. Busha poprzedzają nieznane jeszcze szczegóły planu pobudzającego gospodarkę, zapowiedzianego przez prezydenta-elekta Baracka Obamę.

Liczba dnia