.jpg)
Co piąta firma ma zamiar zwalniać pracowników i co piąta straciła majątek na opcjach. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej - wynika z badań Krajowej Izby Gospodarczej dla "Gazety"
Izba przepytała 160 zarówno dużych, średnich, jak i małych przedsiębiorstw. Podobne badania robiono niecałe trzy miesiące temu. - I dziś sytuacja jest, niestety, gorsza - mówi Mieczysław Bąk z KIG.
Aż 87 proc. przedsiębiorców spodziewa się, że to dopiero początek kryzysu i będzie jeszcze gorzej. Firmom spadają zamówienia - średnio o jedną trzecią. Ale niektóre straciły ich nawet 80 proc. I liczba przedsiębiorstw borykających się ze spadkiem rośnie. Narzeka na to już 70 proc. przedsiębiorstw (w grudniu 60 proc.).
Firmom mogłyby pomóc zamówienia publiczne, ale teraz wszyscy o nie walczą. - Aby je zdobyć, firmy schodzą nawet poniżej kosztów. Wszystko po to, żeby jakoś przetrwać - mówi Katarzyna Augustynowicz-Skruch, prezes firmy budowlanej Eltech (zatrudnia 70 osób).
Jej firma nawet nie będzie startować w mniejszych przetargach, bo nie ma tam szans. Wielu przedsiębiorców, aby być tańszym, zatrudnia pracowników na czarno.
Skoro nie ma zamówień, firmy szaleńczo tną koszty. Zwolnienia planuje 18 proc. firm, a 36 proc. będzie ograniczać inwestycje. Coraz więcej przedsiębiorców obawia się, że będzie musiała podjąć takie działania. W grudniu zastanawiało się nad tym 31 proc. firm, teraz już ponad 42 proc.
Na to nakładają się problemy z bankami. Co piąta firma spotkała się z odmową udzielania kredytu. Grzegorza Turniaka, właściciela warszawskiej firmy BNI Polska zajmującej się m.in. szkoleniami dla przedsiębiorstw, bankowcy jeszcze we wrześniu zapewniali, że w każdej chwili bez problemu dostanie kredyt. Teraz zmienili zdanie. - Byłem ich klientem przez trzy lata, a tak mnie potraktowali - oburza się Turniak.
Jak pokazują badania, do 72 proc. wzrosła liczba firm, które na własnej skórze odczuwają wahania kursu złotego. To aż o 15 proc. więcej niż w grudniu. Słabszy złoty to zmora importerów, którzy muszą płacić więcej za towary z zagranicy. Z kolei dla eksporterów powinien być to powód do radości, bo ich produkty są atrakcyjne cenowo za granicą.
- Tylko że sytuacja na rynku walut uderzyła w eksporterów, którzy zawarli z bankami umowy na opcje walutowe - mówi Bąk.
Na opcjach straciła co piąta firma. Niektórzy po 20 tys. zł, ale inni nawet kilkanaście milionów. - Opcje uderzające w duże spółki giełdowe to tylko wierzchołek góry lodowej. Ten problem dotyka bardzo dużo małych i średnich firm - mówi Bąk.
Jak się ratować? Głowi się nad tym m.in. przedsiębiorstwo ze Śląska, czołowy producent urządzeń metalowych (nazwa firmy do wiadomości redakcji). Całą produkcję w ubiegłym roku za 30 mln zł firma sprzedała za granicą. Na opcjach straciła już 28,5 mln zł. - Przez 19 lat nie braliśmy żadnego kredytu. Zysk przeznaczaliśmy na rozwój firmy - mówi właściciel. Dlaczego zainteresowali się opcjami? - Kontrakty podpisujemy na minimum rok, dlatego kurs złotego ma dla nas ogromne znaczenie. BRE Bank przedstawił nam opcje jako ubezpieczenie przed dalszym umacnianiem się złotego. Duże firmy podpisywały umowy, wszyscy nas przekonywali, że sytuacja się nie odwróci - opowiada.
I dodaje: - Zatrudniam 160 pracowników. Oprócz tego mam jeszcze podwykonawców, więc jeśli ogłoszę bankructwo, pracę straci kilkaset osób.
Komisja Nadzoru Finansowego ocenia, że firmy mogły stracić na opcjach w sumie 15 mld zł, a kwota ta rośnie lub maleje wraz z wahaniami kursu euro.
Ekonomista prof. Witold Orłowski narastającym pesymizmem przedsiębiorców nie jest zdziwiony. - Z pewnością w gronie tych, którym jest gorzej, są teraz firmy małe i średnie działające na rynku lokalnym. Dla nich czwarty kwartał był jeszcze bardzo dobry, sprzedaż rosła. Jednak i ich musiały dopaść skutki globalnego kryzysu - zaznacza. - Duże firmy, szczególnie zależne od eksportu, z pewnością kryzys poczuły już wcześniej i nastroje w nich od dawna są złe - dodaje prof. Orłowski.
- Obecny kryzys narasta znacznie szybciej niż wielka depresja lat 30. To niepokojące zjawisko. Nie wiemy jeszcze, dokąd nas doprowadzi. Z pewnością czekają nas teraz dwa, trzy kwartały bardzo złej sytuacji gospodarczej - uważa Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, a teraz partner w Ernst & Young.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz